Przez całe lata, od dzieciństwa, żyłam w przeświadczeniu, że „słomiany zapał” to coś bardzo złego. Liczą się konsekwencja, wytrwałość, zasady i „stałość w uczuciach”.

Dorastałam na przełomie w lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, razem z młodą, rozwijającą się kapitalistyczną gospodarką, lecz nadal byłam uczona w duchu starych zasad. Zasad moich dziadków i rodziców, że pracę należy szanować i wskazane jest nie „skakanie z kwiatka na kwiatek” w tym obszarze.

Wskazane jest wiedzieć co chce się robić i robić to konsekwentnie przez całe życie. Słomiany zapał to tak naprawdę brak samodyscypliny.

Tymczasem mała Ania, prymuska od przedszkola, od samego początku boksowała się ze sobą w tym temacie. Garnęłam się do wszystkiego, próbowałam wszystkiego, po jakimś czasie walcząc by lubić i robić to nadal. Bo tak trzeba.

Kiedy w podstawówce Pani zorganizowała dzień sprzątania świata – mnie było mało. Zorganizowałam cały tydzień, sprzątaliśmy po lekcjach parki, działki i ulice. Kiedy trzeba było nauczyć się na pamięć wiersza – stworzyłam teatrzyk i wciągnęłam do niego koleżanki. Pisałyśmy teksty, szyłyśmy stroje i występowałyśmy przed innymi klasami. Olimpiady z matmy i polskiego – kto powiedział, że się wykluczają? Startowanie w konkursach było fascynujące. Warsztaty plastyczne, kółko dziennikarskie, lepienie z gliny, tańce, fotografia. Wszystkiego chciałam spróbować.

I w każdej mojej aktywności, już jako dziecko, pojawiało się to poczucie winy, że znów potrzebuję zmiany, znów ciekawi mnie co innego i nie cieszy już aktualne hobby. Nawet moje ukochane malowanie porzuciłam tuz przed egzaminami do liceum plastycznego. Trochę było strachu, trochę za mało wiary w siebie i dużo, dużo myśli

czy ja chcę to robić cały czas przez następne cztery lata?

W liceum wcale nie było lepiej. Po dwóch latach rzuciłam je by wyjechać w ramach międzyszkolnego projektu do Niemiec i tam zdawać maturę. Bez żalu. Potrzebowałam nowych wyzwań i nowego hobby.

Studia? Trzy lata turystyki, potem – BANG! – magister z ekonomiki transportu i logistyki. Praca jako portrecistka, korepetytorka, w biurze podróży, w ubezpieczeniach, w firmie transportowej jako spedytorka, jako managerka produktu w firmie handlowej, kadrowa, sekretarka, wreszcie własna działalność, zmiany profilu i na końcu jej zawieszenie.

Wszystkie moje prace uwielbiałam (nie mylić z uwielbieniem dla szefostwa – z tym było bardzo różnie, bo nie jestem pracownikiem łatwo podporządkowującym się). We wszystkich lubiłam się wykazać, dużo się uczyłam, dużo poprawiałam, ulepszałam. Wychodziłam przed szereg i oddawałam w całości.

I za każdym razem, po jakimś czasie (czasem po kilku tygodniach, a czasem „wytrzymywałam” kilka lat) coś pękało. Traciłam rozpęd i chęci do działania. I nie było powrotu.

Taka jestem. Bardzo szybko zapalam się do nowych idei i równie szybko płonę i spalam się na popiół. Często tak, że nie ma już co zbierać. Do niedawna powiedziałabym, że NIESTETY… ale…

Coś się zmieniło!

bardzoosobiste.pl, blog o kreatywnym życiu, czy masz słomiany zapał czy multipotencjał?

Na początku było JEDNO słowo.

W rozmowie z pewną bardzo mądrą kobietą, na moje narzekanie na mój własny słomiany zapał usłyszałam

Przecież to nic złego! To nie słomiany zapał tylko multipotencjał! Bardzo wyjątkowa cecha…

Nie powiem, bardzo mnie to zaciekawiło i oczywiście musiałam zgłębić temat. Możliwość zmiany mojej „brzydkiej” cechy w atut była wystarczająco dobrym powodem, żeby dowiedzieć się więcej na ten temat.


CO TO JEST MULTIPOTENCJAŁ?

termin naukowy i psychologiczny określający zdolności i preferencje osób szczególnie rozwiniętych intelektualnie i/lub artystycznie, zdolnych do osiągania doskonałości w dwóch lub więcej dziedzinach.

Zainteresowania osób z multipotencjałem obejmują wiele obszarów, często z różnych dziedzin nauki i sztuki. Potrafią zdobywać i doskonalić nowe umiejętności i nie zawężają swoich zainteresowań i specjalizacji do jednej dziedziny.

Czy Ty też czujesz, że masz przypiętą łatkę „słomianego zapału” i nie czujesz się z tym dobrze?To musisz wiedzieć, że negatywny wydźwięk i poczucie winy wcale nie są tu potrzebne!

Mamy wiele zalet:

  • szybko się uczymy i lubimy się uczyć,
  • potrafimy łączyć nasze zainteresowania i tworzyć zupełnie nowe rozwiązania (to tzw. synteza pomysłów),
  • szybko adaptujemy się do nowych warunków,
  • jesteśmy niezmiennie ciekawi świata i głodni wiedzy,
  • bardzo entuzjastycznie podchodzimy do wyzwań i nieznanych nam jeszcze obszarów nauki i sztuki,
  • gdy zaczynamy zgłębiać dany obszar angażujemy się bez reszty, z motylami w brzuchu i wypiekami na twarzy,
  • jesteśmy empatyczni, otwarci na różnorodność i „inność”.

Nic tak nie działa na wyobraźnię jak przykład”z życia wzięty”. Kto był świetnym Multipotencjalistą?

No pewnie, że Steve Jobs!

Nie był ani najlepszym programistą, ani wybitnym informatykiem. Ale miał dar – multipotencjał. Dostrzegał powiązania niewidoczne dla innych, był innowatorem, który korzystał ze swoich umiejętności na wielu polach – marketingu, socjologii, informatyki, psychologii.


Prawda, że „Człowiek Renesansu”, bo tak też jest nazywana osoba z multipotencjałem, brzmi o wiele lepiej niż „ten ze słomianym zapałem”?

Nie jest jednak różowo. Życie z mulitipotencjałem bywa trudne, zwłaszcza w społeczeństwie wierzącym w konwencjonalne i wyspecjalizowane ścieżki kariery. Różnych ludzi spotkamy na naszej drodze – zaczynając od najbliższych – rodziców, partnera, przyjaciół, po szefostwo, znajomych i zupełnie obcych ludzi złośliwie komentujących naszą zmienność i nasze ciągłe poszukiwania. Nie dajmy sobie jednak wmówić, że to coś złego i nie zmuszajmy się by być jak inni. To nie da nam szczęścia.


Jakie negatywne skutki mogą (ale nie muszą) dotykać osoby z mulitopotencjałem?

  • nasza chęć spróbowania się w wielu obszarach może u nas samych wywoływać dezorientację, rozdrażnienie,
  • niestety dość szybko nudzimy się, wypalamy i potrzebujemy nowych bodźców,
  • nie angażując się długoterminowo w jedną wąską dziedzinę tracimy szansę na ścisłą specjalizację (np. doktorat, profesurę),
  • ciągłe stanie „w rozkroku” pomiędzy oczekiwaniami otoczenia a własnymi wyborami powoduje u nas dużo stresu, wieczny „bałagan” w głowie, a nawet depresję. Czujemy się alienowani, niezrozumiani. Sami zaczynamy sabotować własną pracę i uznajemy ją za bezcelową – idąc za podszeptami otoczenia dajemy się wcisnąć w wyznaczone ramy i porzucamy lub ograniczamy nasz pęd do rozwoju w kolejnych obszarach.

Nie bez powodu wiele osób z mulitopotencjałem to introwertycy i nadwrażliwcy. Czasem czujemy się głęboko nierozumiani, ba!, czasem nie rozumiemy sami siebie 😉


Musimy zrozumieć tylko jedno – nie każdy umie i chce wybierać tylko jedną rzecz.

Dla mnie życie jest za krótkie by nosić tę samą fryzurę przez lata, oglądać te same filmy, pracować i w ogóle żyć bez możliwości rozwoju i doświadczania wciąż czegoś nowego. To mnie nakręca, ładuje moje baterie, sprawia, że chcę rano wstać z łózka.

Zdecydowanie najciekawsze i najbardziej fascynujące jest zgłębianie nowych tematów, nauka kolejnych umiejętności. Multipotencjalni to takie „Zosie Samosie”, bo oddanie komuś najfajniejszego etapu „wgryzania się” w temat wydaje nam się absurdalne i nie do pomyślenia.

Dziś apeluję do Was – Multipotencjalnych – nie wstydźcie się swojego „słomianego zapału”! Bądźcie z siebie dumni i nie dajcie sobie wmówić, że to coś złego. Nie stawiajcie znaku równości pomiędzy multipotencjałem a niezdecydowaniem czy brakiem charakteru. Pielęgnujcie w sobie swj mulitipotencjał i rozwijajcie go, a przede wszystkim

pielęgnujcie i rozwijajcie go w swoich dzieciach! Dajcie im społeczne przyzwolenie na próbowanie i porzucanie, na szukanie tego co je niesie i uskrzydla. Wypuścicie w świat pewnych siebie Multipotencjalnych, którzy zawojują rynek pracy i wygrają własne ciekawe życie.

Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego artykułu choć jedna osoba spojrzy w lustro z uśmiechem i przestanie zadręczać się złymi myślami na swój temat. Głowa do góry! Możesz podbijać świat….a może nawet światy!

Ania